USG w gabinecie lekarza rodzinnego to nie przyszłość – to teraźniejszość. W rozmowie z lekarką POZ, Agatą Gussmann, pytamy, dlaczego każdy lekarz rodzinny powinien umieć posługiwać się ultrasonografem. Mówimy o tym, od jakiego badania zacząć, jakie błędy popełniają początkujący, jak USG zmienia losy pacjentów – i dlaczego naprawdę warto je znać.
Dlaczego każdy lekarz POZ powinien umieć wykonywać badanie USG? Agata Gussmann: Bo to ogromna pomoc diagnostyczna w codziennej pracy. W sytuacji, gdy SOR-y są przepełnione, a dostęp do szpitali czy badań obrazowych jest utrudniony, USG w gabinecie staje się narzędziem pierwszego kontaktu. Możemy szybko i skutecznie ocenić stan pacjenta, bez przedłużania wizyty czy konieczności kierowania go do szpitala. Często to właśnie dzięki USG możemy od razu postawić trafną diagnozę – bez stresu, bez opóźnień, bez często niepotrzebnych rentgenów. Od jakiego badania warto zacząć naukę USG i dlaczego? AG: Zdecydowanie od USG płuc. Sama od tego zaczynałam i uważam, że to jedno z najprostszych, a jednocześnie najbardziej praktycznych badań. Pacjentów z infekcjami dróg oddechowych jest mnóstwo, szczególnie w sezonie jesienno-zimowym. Pamiętam sytuację, kiedy podczas fali zakażeń mykoplazmą u dzieci, osłuchowo nic nie wskazywało na zapalenie płuc – a badanie USG od razu je wykazało. Dzięki temu mogliśmy uniknąć RTG i wprowadzić właściwe leczenie. USG świetnie sprawdza się także do monitorowania przebiegu choroby, co ułatwia decyzje terapeutyczne, np. o antybiotykoterapii. Czy potrzeba "technicznej smykałki", żeby nauczyć się USG? AG: Absolutnie nie. Sama jestem leworęczna i początki z głowicą nie były dla mnie łatwe – myliły mi się strony, trudno było się odnaleźć. Na szczęście trafiłam na świetnych nauczycieli – dr. Mateusza Kosiaka i dr. Tomasza Batko – którzy pokazali mi, że nie trzeba być technicznym geniuszem, by skutecznie i poprawnie wykonać badanie. Kursy z nimi nie tylko uczą, ale też przywracają wiarę w siebie i swoją wiedzę, która po latach w POZ może się trochę zakurzyć. Trochę chęci, praktyka i dobrze poprowadzone szkolenie – to naprawdę wystarczy. Jakie błędy najczęściej popełniają początkujący i jak ich unikać? AG: Początkujący często nie czują się pewnie ze sprzętem – to kwestia obycia, ustawienia ręki, poznania funkcji aparatu. Pojawia się też pokusa, by pisać bardzo rozbudowane opisy, mimo że wiedzy nie jest jeszcze wystarczająca. Najważniejsze to znać swoje ograniczenia i nie bać się konsultować wyników z innymi. Czasem nie trzeba nawet dokładnie wiedzieć, co jest nie tak – wystarczy zauważyć, że coś odbiega od normy i skierować pacjenta do specjalisty, co może uratować życie. Warto też oglądać zdjęcia i opisy badań USG innych lekarzy – to bardzo rozwija. Czy może Pani podać przykład, kiedy badanie USG w gabinecie realnie zmieniło losy pacjenta? AG: Takich sytuacji było wiele. Jeden z moich pacjentów wrócił z SOR-u z bólem kolkowym – zrobiono mu jedynie badanie moczu, założono, że to kamień i wypisano go z lekami. Gdy przyszedł do mnie, ból już był mniejszy, ale uznałam, że warto wykonać USG. Mimo że nie czułam się jeszcze bardzo pewnie w tym badaniu, przyłożyłam głowicę. Zobaczyłam obraz, który mnie zaniepokoił – nie wyglądało to jak zwykła kolka. Poprosiłam kolegę o konsultację i okazało się, że pacjent miał guz nerki, który uciskał na moczowód. Gdyby czekał na badanie w systemie publicznym, mógłby nie doczekać diagnozy. Dzięki szybkiej reakcji guz został usunięty, pacjent żyje i ma się dobrze. Inna sytuacja dotyczyła dziecka z wrodzoną łamliwością kości. Każdy upadek kończył się rentgenem – a to ogromne obciążenie dla małego organizmu. Zaczęliśmy oceniać urazy za pomocą USG. W jednej z ostatnich wizyt okazało się, że kość udowa nie jest złamana – uniknęliśmy kolejnego prześwietlenia i gipsu. To bezcenne. Jaką radę dałaby Pani lekarzom, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z USG? AG: Żeby zaczęli jak najszybciej. Na studiach USG bywa dodatkiem, często w ramach kół naukowych, a to powinna być absolutna podstawa. I nie trzeba od razu inwestować w duże aparaty – ja pracuję na małym, przenośnym V-scanie i w codziennej pracy POZ sprawdza się znakomicie. USG to narzędzie, które daje nam ogromną sprawczość i bezpieczeństwo diagnostyczne. Warto się go nauczyć.